Kurs Lawinowy: Profilaktyka Lawinowa, Topografia i terenoznawstwo, Ratownictwo lawinowe

Kurs Lawinowy – Przygotowanie do walki z zimą

Kurs Profilatyki Lawinowej, Topografii i Terenoznawstwa oraz Ratownictwa Lawinowego przeszedł Daniel Janiszewski i Andrzej Nowakowski w Centralnym Ośrodku Szkoleniowym PZA Betlejemka na polanie Gąsienicowej w dniach od 11 do 13 lutego 2019 roku. To kolejny etap przygotowań do kwietniowej wyprawy na Elbrus, a także możliwość zdobycia wiedzy, która na przyszłość na pewno będzie nieoceniona przy zimowych i wysokogórskich wyprawach.

Dlaczego w ogóle robimy kursy?

– Pomysł kursu zrodził się dawno, jeszcze jesienią, gdy w planach pojawiły się pomysły wyjść w Tatry zimą, gdzie w tego w typu turysytce byliśmy totalnie zieloni – tłumaczy Daniel Janiszewski, jeden z uczestników. – Co prawda mieliśmy jakieś drobne doświadczenia w poruszaniu się na lodowcu. W końcu zdobyliśmy Wildspitze’a i Grossvenedigera, ale letni lodowiec to nie to samo, co zima w Tatrach – dodaje z uśmiechem.

O tym boleśnie przekonali się już podczas pierwszej, wspólnej zimowej wyprawy w Tatry. Wtedy zdobyli Szpiglasowy Wierch, idąc ze schronu w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Samo wyjście na szczyt nie było co prawda bardzo kłopotliwe, ale szybko Andrzej i Daniel poczuli w nogach naszą, polską zimę. Co więcej, następnie nastąpiło kilku prób zimowego wejścia na Giewont, które brutalnie zweryfikowało zimowe umiejętności. Ale o tym w kolejnych tekstach. Tak jednak dwójka przyjaciół dojrzała do tego, żeby zrobić kurs.

Już wiadomo, że było warto

Co prawda od udziału w kursie minął zaledwie ponad miesiąc, ale już od pierwszych chwil w Betlejemce wiadomo było, że przyniesie dużo korzyści. Przede wszystkim Daniel i Andrzej otrzymali jasną i przejrzystą wiedzę na temat lawin i sytuacji w górach zimą. Sytuacji, o których wcześniej często nawet nie pomyśleli, a w których podczas swoich wypraw mogli się znaleźć.

– Kurs na temat topografii i terenozawstwa dał nam wiedzę niezbędną do tego, żeby bezpiecznie poruszać się w górach, gdzie zimą wyznaczone dotąd szlaki nie obowiązują lub ciężko je w ogóle dostrzec – wyjaśnia Daniel Janiszewski. – Teraz wiemy, jak mamy zaplanować drogę jeszcze zanim na nią wyruszymy, a do tego potrafimy poprawnie posługiwać się azymutem, busolą i mapą. Wiemy, jak przygotować plan drogi i punkty orientacyjne, dzięki czemu już na pewno się nie zgubimy – podkreśla.

Ostatnią częścią trzydniowego kursu lawinowego, a dokładnie warsztatem odbywającym się w terenie, było ratownictwo lawinowe. Tutaj przede wszystkim lepiej zaznajomiliśmy się ze sprzętem, o którym często słyszeliśmy, ale do tej pory nie mieliśmy okazji z niego skorzystać, jak detektory czy sondy. Ale i łopaty, których używa się zimą w górach nie są przypadkowe, o czym też początkujący alpiniści przekonali się podczas warsztatu. Co więcej, wzięli również udział w symulacji zasypania ludzi, po której nastąpiła akcja ratownicza. Dokładnie zapoznali się też z użytkowaniem detekotorów, ustawieniami ich w grupie i testowaniem czy sprzęt „się widzi”. Co było zarówno pouczające, jak i sprawiło wszystkim dużo dobrej zabawy. Oczywiście było to możliwe tylko dlatego, że wszystkie akcje były symulowane. Na pewno bowiem wszyscy uczestnicy kursu doskonale zdają sobie sprawę z powagi sytuacji, gdy do akcji ratowniczej w górach, zimą, dojdzie już w rzeczywistości. Wtedy nie ma miejsca na zabawę, za to jest czas na wykorzystanie zdobytej wiedzy.

Dodatkowe korzyści, które wynosi się z kursu

Nie ma co ukrywać, na wszystkich kursach organizowanych w Betlejemce spotyka się mnóstwo pasjonatów, którzy kochają góry, tak jak Daniel i Andrzej. To świetna okazja do wymiany doświadczeń, a także na poznanie kolejnych osób, z którymi w przyszłości można zaplanować wyprawę.

– Poznaliśmy nowych, fajnych ludzi, zjedliśmy wszystkie placki z gulaszem w Murowańcu i wypiliśmy morze substancji, którą wcześniej wtaszczyliśmy do Betlejemki – śmieje się Daniel, wymieniając kolejne korzyści z trzydniowego kursu lawinowego. – Najważniejsze z tego wypadu jest jednak to, że byliśmy w miejscu „świętym”, tj. w Betlejemce. I to było w sumie dla nas najpiękniejsze.

Skomentuj