Babia Góra – Testy sprzętu wysokogórskiego

Wyprawa na Babią, czyli Beskidy ekstremalne

Rozmawiamy z uczestnikiem zimowego wypadu na Babią Górę, Danielem Janiszewskim.

Redakcja (R): Dlaczego zdecydowałeś się wejść akurat na Babią Górę?
Daniel (D): Babia to moja ukochana. Mam kilka takich miejsc, m.in. Zawrat i od niedawna cała Mała Fatra, ale jak przeprowadzać testy w ekstremalnych warunkach to tylko na Babiej.

R: Jaki był cel?
D: Przede wszystkim ciąg dalszy testów sprzętu. Był to m.in. namiot oraz śpiwory. Spoglądając w prognozę pogody na tę noc na Babiej pomyślałem, że nie będzie już u nas lepszej okazji tej zimy. Choć w tym przypadku powinienem chyba powiedzieć gorszej okazji, bo w końcu o złą prognozę chodziło. A wynikało z niej, że na górze mogę się spodziewać, że będzie mgła, wiatr, śnieg i odczuwalna temperatura od -12’C do – 15’C, czyli idealnie na testy.

R: Opowiedz nam o początku wyprawy i jak się do niej przygotowałeś.
D: Wyjechałem późno, bo zależało mi, żeby być na szczycie o zmierzchu. Sama droga do Zawoi – najdłuższej wioski świata – z Gliwic, gdzie mieszkam, to jakieś dwie godziny. Bez pośpiechu na dole założyłem buty https://www.weld.pl/la-sportiva-g2-sm/, raki i ruszyłem do góry. Co jest ciekawe, jeśli chodzi o te buty – to są buty dedykowane do działań wysokogórskich, okazuje się jednak, że jeśli zakładamy cienką skarpetę i potrafimy szybko w nich chodzić, to są one idealnym rozwiązaniem na tego typu wyprawy. Co prawda, na dole, gdzie jest +5’C wyglądasz komicznie, dlatego zawsze zakładam spodnie na overboota lub stuptuty, ale kiedy idziesz szybko do góry i zaczyna się robić bardzo zimno, masz ten komfort, że nie zmieniasz butów, a tym samym nie taszczysz dodatkowego sprzętu na plecach, ewentualnie zakładasz drugą skarpetę, ale żeby miało to sens to musi już być co najmniej -20’C.

R: Czy Babia w takim razie nie była za łatwą górą?
D: Sam trekking na Babią od Krowiarek jest wymagający, jeśli oczywiście stawiasz sobie wyzwanie. Dla mnie była to szybkość, we mgle. Z odbiornikiem GPS poszło naprawdę szybko, na górze byłem grubo przed zachodem słońca.

R: Czyli miałeś dużo czasu na rozłożenie biwaku.
D: Wybrałem miejsce na biwak osłonięte z dwóch stron, tj. od strony prawej burty oraz frontu – według prognozy pogody, tak miało wiać. Na górze na początku wiało średnio, ale w porywach czułem wiatr na plecach. Rozbicie namiotu było trudniejsze niż na wcześniejszej wyprawie. Na Rysiance szybko wypracowałem jednak system w myśl zasady – korzystaj z tego co masz pod ręką, co daje natura i to sprawdziło się również w tym przypadku. Małe kawałki skały posłużyły za obciążenie podłogi oraz folii nrc, potem poszły długie szpilki, gdyż rozbijałem się na lodzie i dalej już szybko tyczki, tropik, a na zewnętrzne kołnierze poszły kawałki skał oraz bryły lodu. W ten sposób dom stanął w nie więcej, jak 10 min.

R: Czyli sukces. Czułeś się tam jak w domu?
D: W środku namiotu już nie wiało, ale nie można mówić o przytulności i wygodzie. Zresztą, to przecież nie był koniec. Pozostało wyposażenie środka folią nrc, na to położyłem matę izolującą oraz matę samopompującą . Po zakończeniu prac, kierując się kolejną ważną zasadą – pracuj, nie myśl – przystąpiłem do topienia śniegu na wodę, co udało się zrobić w nie krótkim czasie, czego oczywiści w takich warunkach się spodziewałem. Ale w końcu mogłem zjeść ciepły posiłek. Czyli po mniej więcej 2 godzinach mamy komplet: dach nad głową, ciepłe i suche miejsce do spania, posiłek…

R: Wydawałoby się, że jest ok?
D: Prawda? Pewnie byłoby ok, gdyby nie była to Babia… (uśmiech – przyp. Red.). Pogoda, gdy już byłem w namiocie, znacznie się pogarszała. Namiot rozpoczął walkę z wiatrem, porywy były tak silne że kładły naszego Hannach 2 Snow https://8a.pl/namiot-ekspedycyjny-hannah-hawk-2-snow-mandarin-red prawie na bok. Wierzcie mi, że wydawało mi się, że każdy następny podmuch musi złamać tyczki i poderwać namiot z ziemi… było strasznie. Prognozy na radarach pogodowych wykazywały jeszcze większe załamanie pogody i, co gorsza, zmianę kierunku wiatru. A to oznaczało, że moje osłony nic już nie dadzą. Ale przecież – pracuj nie myśl, dlatego wyszedłem na inspekcję. No cóż – wiało. I to wiało mocno. Po ocenie, jak wiatr zmienia kierunek i ustaleniu sytuacji, postanowiłem wybudować kolejną osłonę ze skał, kamieni i brył lodu. Budowa zajęła mi jakąś godzinę, może więcej. Po sprawdzeniu kołnierzy namiotu oraz troków przymocowanych do czekana i łopaty – wbitych w lód, zdecydowałem, że sprzęt wygląda ok. Wlazłem do środka i odliczałem czas do rana. Wiało bardzo mocno, według prognoz miało się tak utrzymać do 4.00 rano. Miałem chwilę załamania i myśl o tym, żeby zostawić sprzęt i zejść do Krowiarek – drogę znam na pamięć, mogę tam iść z zamkniętymi oczami, dodatkowo w odbiorniku GPS (marka model link) miałem zaznaczone track point-y, więc spokojnie dałbym radę trafić. Ale jak tu nie powalczyć ze sobą… 🙂 Zostałem. Faktycznie, burza była ostra, namiot walczył dzielnie, ja byłem gotowy na ewakuację – spakowany w pełni, w goreteksie, botkach z rękawiczkami na rękach i gps-em w dłoni…

R: To chyba nie była przespana noc dla Ciebie.
D: Burza skończyła się jakoś nad ranem i dopiero po tym, nawet nie wiem kiedy, zasnąłem kamiennym snem. Dacie wiarę, że obudziły mnie głosy ludzi, którzy weszli na Babią na wschód słońca? Zebrałem się możliwie jak najszybciej, żeby zrobić najlepsze foty, jakie kiedykolwiek udało mi się zrobić. Aparat? Nieeee. Telefon https://www.samsung.com/pl/smartphones/galaxy-note9/. Tak, da się takie foty robić telefonem. 🙂

R: Jak się to wszystko skończyło?
D: Później było już tyko z górki. Zwijanie obozu poszło szybko, droga na dół również. W sumie to żałuję, że nie zostałem na górze dłużej, miałem kawiarkę mogłem ze spokojem tam posiedzieć, ale stres po nocy pchał mnie w bezpieczne rejony… Mimo wszystko: Testy zimowe na Babiej – polecam.

R: Dziękujemy za rozmowę.

Leave a Reply