Wycieczka na Przełęcz Krzyżne

Grudniowy weekend w Tatrach postanowiliśmy spędzić na dojściu na Krzyżne. Plan na sobotę i niedzielę był prosty – w sobotę dojście pod Krzyżne, w zależności od sytuacji biwak i rano ruszamy na Krzyżne, skąd schodzimy do Doliny Pięciu Stawów.

Wyprawa miała na celu przetarcie, po przygotowaniach na nizinach do długiego trekkingu i test robienia wysokości z obciążeniem (dokładnie z plecakiem o wadze 20 kg). Ale to nie wszystko. Chcieliśmy również sprawdzić długi trekking po przygotowaniach do niego na nizinach oraz poznać nowych ludzi.

Wyruszyliśmy z Brzezin 14.12 w okolicy godziny 10.00, powoli bez pośpiechu zaszliśmy do Murowańca. Niby schronisko jest zamknięte, bo trwa remont, a tu zaskoczyła nas miła niespodzianka – można wejść, ogrzać się, wypić coś ciepłego, zagotować wodę. Człowieku… Widać, że idzie ku dobremu, ale nie chwalmy dnia przed zachodem słońca. 😉

Posiedzieliśmy trochę w Murku i ruszyliśmy pod Krzyżne. Droga spoko, trochę śniegu przedeptane, więc pod Krzyżnem byliśmy już popołudniem. Ponieważ pogoda zepsuła się całkowicie, byliśmy zmuszeni zabiwakować do rana. Noc nie obyła się bez przygód, źle się wyregulowałem termicznie, nie dosuszyłem się odpowiednio i wieczorem dostałem poważnych dreszczy. Szybka akcja, przebranie się, ogrzewacze chemiczne, gorąca herbata i jakoś się doprowadziłem do normalności. Ze snu już były nici, bo nerwówka, coś tam przysnąłem ale mało, noc minęła na liczeniu uderzeń wiatru w obóz. 🙂

Rano gotowanie, obfite śniadanie i ruszyliśmy w górę. Na Krzyżnym przywitał nas straszny wiatr, a na podejściu góra walczyła z nami jak mogła – ale nie daliśmy się. 🙂 U góry z trudem odnaleźliśmy szlak i ruszyliśmy w dół, od tej pory było już ok, ze dwa-trzy miejsca, w których trafiliśmy na “deskę”, ale było czujnie i bezpiecznie. W Dolinie Pięciu Stawów byliśmy koło 14.00, potem już tylko Roztoką do samochodu i powrót do domu.

Po raz kolejny – Tatry pokazały zimowe pazury :), jesteśmy podmęczeni, ale szczęśliwi, wszyscy na dole bez strat.

Dziękuję Marzenie, Karolowi i Grzesiowi za wspaniałą wyprawę. Do następnego razu!

Skomentuj