Punta Giordani – Klima na Elbrus

Już za kilka dni ekipa Idymy_pl wyruszy na długo wyczekiwaną wyprawę na Elbrus.

Wcześniej jednak alpiniści wyjechali na trzy dni we włoskie Alpy, żeby zdobyć tak ważną aklimatyzację. Jak przebiegała wyprawa i co się na niej działo? Opowiada nam jeden z uczestników – Andrzej Nowakowski.

Redakcja (R): Jak przebiegała wyprawa?

Andrzej (A): W przebiegu było intensywnie. Pierwotny plan zmienił się po drodze i mocno odbiegał od tego, co wcześniej założyliśmy. Finalnie skończyło się tak, że jak wyruszyliśmy w czwartek o godz. 19 z Gliwic, to przyjechaliśmy na miejsce w piątek o godz. 11. Spędziliśmy pierwszą noc w busie. Kolejną w namiocie przy -28’C, a następną noc znowu w busie. Na początku plan był jednak taki, że w niedziele rano chcieliśmy uderzyć na via ferratę, ale w sobotę, po zejściu ze szczytu, który zdobywaliśmy, stwierdziliśmy, że to nie ma sensu. W rejonie, w którym mieliśmy być, miało mocno padać do samego wieczora, co zdecydowanie uniemożliwia chodzenie po via ferracie, gdzie skały są mokre, śliskie i na pewno niebezpieczne. Dlatego zdecydowaliśmy się wracać do Polski, co skutkowało kolejną nocą w busie i wszystkie trzy dni i noce okazały się bardzo intensywne.

Ale od początku. W piątek ok. godz. 11 dojechaliśmy do miejscowości Alana, która była punktem docelowym naszej jazdy samochodem. Stamtąd  mieliśmy się dostać do najwyżej położonej stacji wyciągu. Kolejny etap pokonywaliśmy bowiem kolejką górską. W ten sposób dostaliśmy się na wysokość ok. 3200 m npm, po podejściu ok. 300-400 metrów długości a w tym ok. 50 metrów przewyższenia – zdecydowaliśmy się na rozbicie obozu. Była godzina ok. 14.30 i do zachodu mieliśmy jakieś 3,5 h, dlatego postanowiliśmy po rozłożeniu obozu i po wstępnej segregacji rzeczy, że jeszcze nie zakończymy dnia. Zagotowaliśmy wodę, zjedliśmy posiłek, a potem zrobiliśmy lekką powtórkę znajomości z autoasekuracji oraz wyciągania ludzi ze szczelin. Pracowaliśmy w 2-, 3-osobowych grupach. Po tych zajęciach część grupy została w obozie, gotując wodę dla wszystkich. Natomiast ci, którzy nie do końca czuli się pewnie w temacie, poszli ćwiczyć zjazdy na linie, żeby być w pełni przygotowanym do każdej, możliwej zaistniałej sytuacji.

R: Następnego dnia chcieliście zdobyć szczyt górski. Jak to wyglądało?

A: Pobudka była w sobotę o godz. 5.00, następnie planowaliśmy wyjście w trasę, na Punta Giordani (4046m npm) o godz. 6.00. Ta godzina zbiórki w wieloosobowych zespołach często jest przesuwana, także u nas skończyło się na tym, ze musieliśmy zmienić plan i ostatecznie ruszyliśmy o godz. 7.00. Szybko okazało się, że nie będzie to najłatwiejsza trasa górska w naszych dorobku, ponieważ pokrywa śnieżna okazała się słabo związana. Przez większość trasy wszyscy zapadali się w śnieg z każdym krokiem, od łydki do podudzia, co, jak potrafimy sobie wyobrazić, bardzo utrudniało wędrówkę do góry. Warunki pogodowe dopisały, spotkaliśmy się z temperaturą ok. -21’C w nocy, natomiast w dzień termometry wskazywały ok. -14C, choć oczywiście temperatura odczuwalna była wyższa, bo słoneczko przyświecało nam przez cały dzień. Myślę, że temperatura odczuwalna była w okolicach -5’C, może nawet trochę niższa.

Jedna istotna uwaga, o której warto tutaj wspomnieć, wracając do początku wyjścia. Mieliśmy oczywiście zabrane ze sobą kremy z filtrem UV, ale w temperaturze -21’C w nocy okazało się, że nasze filtry zamarzły i rano były niezdatne do żadnego użytku. Nie umieliśmy ich wydostać z tubki. Poszliśmy nieposmarowani, co skończyło się poparzeniami u niektórych uczestników.

Droga do góry okazała się wybitnie trudna. Głównie polegała na permanentnym torowaniu w śniegu. W zależności od nasłonecznienia stoku zapadaliśmy się od kostki do podudzia, co bardzo mocno wpłynęło na odczuwalną trudność tej trasy. Finalnie czterem, z ośmiu osób załogi udało się osiągnąć szczyt. Po intensywnym i szybkim zejściu w dół, spakowaliśmy bazę i udaliśmy się do kolejki w drogę powrotną do miejscowości Alana.

R: Dlaczego akurat to miejsce i co było najważniejsze w tym wyjeździe?

A: Podstawowym celem wyjazdu była aklimatyzacja, celem przygotowania się do kolejnego projektu, jakim jest góra Elbrus – najwyższy szczyt Europy (jak wiadomo, zdania w tym temacie są podzielone, jednak tak przyjmuje nasza ekipa). Idziemy na przełomie kwietnia i maja, a w okolicach weekendu majowego, prawdopodobnie będziemy już po ataku szczytowym. Dlatego celem nadrzędnym włoskiej wyprawy była aklimatyzacja, stąd nocleg na wysokości prawie 3300 m npm. Najwyższy punkt, który zespół osiągnął, to 3700 metrów. Cel główny został zrealizowany, spędziliśmy czas na prawie 4000 metrów i przyzwyczailiśmy organizm do innych warunków. Nikt nie miał ekstremalnej choroby wysokościowej. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest jakaś ogromna wysokość, ale zdarza się, że ludzie to odczuwają. Szczególnie przy naszym sposobie dostania się (mowa o kolejce górskiej) na tak dużą wysokość. Klimatyzacja piesza często w takich przypadkach jest bardziej wskazana, bo czas zmiany wysokości jest mniejszy. Przy kolejce czas jest tak niewielki, że może być to odczuwalne. Nikt się jednak nie uskarżał na objawy choroby wysokościowej, co na pewno cieszy.

R: Czemu nie aklimatyzacja już podczas wyjazdu na Elbrus?

A: Raz zdobyta aklimatyzacja zostaje dla nas na dłuższy czas. To nie jest tak, że po aklimatyzacji zjedziemy na dół i wszystko mija. Te 2-3 tygodnie po przebywaniu na wyższej wysokości nadal produkowana jest zwiększona ilość czerwonych krwinek, co jest bardzo ważne. Osiągając te okolice 4000 m npm mniej więcej na 8 dni przed główną wyprawą, daje nam większe szanse i większy komfort zdobywania tych większych wysokości.

R: Co było najprzyjemniejsze podczas tego wyjazdu?

A: Osiągnięcie komfortu cieplnego w nocy, w namiocie przy temperaturze -21’C w górach wysokich.

R: Jakie wnioski przed Elbrusem?

A: Lepszy krem UV 50, żeby nie zamarzł.

R: Jak oceniasz nastroje przed wyjazdem?

A: Bardzo pozytywnie. Wszystko jest przygotowane, możemy ruszać.

Summary
Punta Giordani - Klima na Elbrus
Tytuł
Punta Giordani - Klima na Elbrus
Opis
Już za kilka dni ekipa Idymy_pl wyruszy na długo wyczekiwaną wyprawę na Elbrus.Wcześniej jednak alpiniści wyjechali na trzy dni we włoskie Alpy, żeby zdobyć tak ważną aklimatyzację.
Autor
Autor
Testimo
Logo autora

Skomentuj